Z punktu widzenia systemu gramatycznego i kultury języka odpowiedź jest jednoznaczna: w polszczyźnie nazwiska podlegają odmianie. Jako język fleksyjny, polski wyraża relacje między wyrazami za pomocą końcówek, a nie tylko szyku zdania. W konstrukcji „Zapraszamy Annę i Jana Nowaków” nazwisko pełni funkcję dopełnienia (odpowiada na pytania: kogo? co?), dlatego brak jego odmiany jest uznawany przez normę wzorcową za błąd.
Jednak w ostatnich latach językoznawcy (m.in. prof. Małgorzata Marcjanik czy prof. Jan Miodek) coraz silniej akcentują wagę etykiety językowej. Zaproszenie ślubne to tekst o charakterze prywatnym i wybitnie grzecznościowym, co sprawia, że sztywny rygor normatywny może ustąpić miejsca indywidualnym preferencjom adresata.
Jeśli rodzina stanowczo prosi o pozostawienie nazwiska w formie nieodmienionej, uszanowanie tej woli jest dopuszczalne. W tekstach okolicznościowych dbałość o komfort odbiorcy bywa ważniejsza niż bezwzględna poprawność. Odmiana stosowana wbrew wyraźnemu życzeniu mogłaby zostać odebrana jako brak szacunku lub niepotrzebne pouczanie.
Należy jednak mieć świadomość, że forma nieodmieniona (np. Jana Nowak) brzmi dla wielu odbiorców nienaturalnie lub zbyt „urzędowo”. Może ona kojarzyć się z stylem administracyjnym, co kontrastuje z ciepłym charakterem uroczystości ślubnej.
Choć systemową normą nadrzędną pozostaje odmiana, w sferze prywatnej dopuszcza się odstępstwa podyktowane empatią i dobrym obyczajem. Jeśli rodzina ma takie życzenie, warto je uszanować, zachowując jednak świadomość, że jest to wybór etykietalny, nie zaś językowy.
Pozdrawiam
Elwira Olejniczak
